Wykorzystana
szansa
autor: white
gatunek: romans
[przyp. dah] Pamiętajcie aby wysłać po przeczytaniu swoją
opinię autorowi!
Przenikliwy dźwięk telefonu wyrwał Max ze snu. Z
gniewnym mruknięciem spojrzała na zegarek i rzuciła się do
aparatu. 3.15.
- Tak?
- Przyjedź do mnie. Natychmiast! - rozkazał Logan i rozłączył
się.
Max westchnęła, ubrała się i wyszła. Czego tym razem może ode mnie chcieć? - pomyślała, przemierzając
na motorze brudne ulice Seattle -
Czy on nie zdaje sobie sprawy, że ja... Nie! Cicho bądź! -
zbeształa się. Nie czas na sentymenty. Nie czas na marzenia...
Logan czekał na nią. Był już bardzo zniecierpliwiony.
- Jak na doskonałego
żołnierza poruszasz się bardzo powoli - zauważył
sarkastycznie.
- Jak na zbawiciela
tego zepsutego świata jesteś... - chciała zrewanżować się celną
ripostą, odbić piłeczkę, ale coś nie pozwoliło jej dokończyć.
Logan stał o własnych siłach!
Kiedy zdała sobie z tego sprawę, pod wpływem nagłego impulsu,
podbiegła do niego i uściskała.
- Logan, ty... Ty
chodzisz!
- No, też to zauważyłem. - odparł, usiłując wyrwać się
z jej niedźwiedziego uścisku. Znowu
odpychasz! - krzyczała do niego Max w swojej głowie. - Znowu ranisz! Czemu?
- Ale, Max, nie po
to wzywałem cię o trzeciej w nocy, by pochwalić się, że mogę
sam do ciebie podejść.
Nieco chwiejnym krokiem ruszył do komputera.
- Wiesz, że i tak bym
przyszła. - szepnęła.
- Co powiedziałaś? -
odwrócił się nagle.
- Nic. - burknęła. -
Ciekawa jestem, co tam takiego masz, chodzący komputerze. - wysiliła
się na mały żart.
- Uważaj, genetyczny
mutancie, bo jak do ciebie PODEJDĘ... - zagroził na żarty.
...to dłużej nie
wytrzymam udając, że nic do ciebie nie czuję...
- dopowiedział sobie w myślach.
...to nie będę w
stanie udawać, że jesteś mi obojętny... - pomyślała gorzko.
- Kawy? - Bling pojawił
się z dwoma parującymi kubkami, przerywając ich rozmyślania.
- Dzięki, mistrzu.
Tobie należy się sen. - Cale uśmiechnął się do wychodzącego
trenera.
- Rób to częściej. -
wymknęło się Max trochę za głośno. Nie było mowy, by Logan
tego nie usłyszał.
- Co takiego? - nie miała
odwrotu. Czekał na odpowiedź z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
- Uśmiechaj się częściej.
- wyrzuciła z siebie najszybciej jak mogła. Logan najpierw stał
jak wryty, a potem... uśmiechnął się:)
- Tak?
- Tak. OK, a
teraz pokaż, co tam masz. - wskazała głową na migający ekran.
- Pracę dla ciebie. -
odparł. No i po nastroju. Żegnaj, nadziejo. - zasępiła się Max.
Następne kilkanaście minut upłynęło im na omawianiu sprawy
niejakiego Cliffa Donovana, który miał być zleceniodawcą 10
porwań dokonanych w ciągu ostatniego tygodnia. Ceną za uwolnienie
zakładników miało być 5 mld dolarów. Jednak nikt, nawet rząd
USA, nie posiadał takiej kwoty. Nie po impulsie.
Informator Logana skontaktował się z nim i powiedział mu o
miejscu przetrzymywania zakładników. Zadaniem Max było po prostu
sprawdzenie tej informacji, rozejrzenie się po terenie oraz
sprawdzenie, czy wszyscy zakładnicy żyją i są cali.
- Max, uważaj na
siebie. - rzucił Logan na odchodne. Jak
zwykle.
- Zawsze tak mówisz.
- Bo mi na tobie zależy.
Cholera, cholera, cholera! I
po co to mówiłeś?
- Do zobaczenia.
Mi na tobie też.
Ale Max się nie śmiała. Całą drogę do domku w 7 strefie
pokonała jakby w transie, wciąż analizując słowa Logana.
- Tak, tak - zależy
mu, ale nie tak jak bym chciała, tylko jako na osobie, która
pracuje dla niego. Cholera! - burczała cały czas sama do siebie. -
No, Maxie, do roboty. - szepnęła, gdy dotarła na miejsce.
Domek był brudny, szary, zapewne powstał jeszcze przed
wysłaniem impulsu i przetrwał tę zawieruchę. Max ujrzała dwóch
strażników pilnujących wejścia oraz sześciu innych rosłych mężczyzn,
kontrolujących teren wokół zabudowania. Od kiedy Logan oznajmił
jej, że ma tylko to sprawdzić, w jej głowie zaczął rodzić się
plan. Guevara nie zamierzała poprzestać na "oględzinach". W
pobliżu domku stał jakiś sedan i ciężarówka - zapewne pojazdy
strażników. Dziewczyna cicho wspięła się na pobliskie drzewo i
stamtąd dostała się na dach domku. Z jednej strony od strażników
odgradzała ją niewielka wieżyczka z oknem. Starając się niczego
nie potrącić, szła po dachu, szukając jakiegoś miejsca, przez
które mogłaby dostac się do środka budynku. Nagle zdała sobie
sprawę, że stoi na szybie. Położyła się i zajrzała do środka.
Na podłodze leżało kilka związanych osób. I
teraz, według Logana, miałabym wracać?! - przeleciało jej
przez głowę. Nie ma mowy!
Delikatnie podważyła szybę. Widać było, że okno jest bardzo
stare i łatwo da się je wyważyć. Max musiała tylko uważać, by
szyba nie wpadła do środka i nie narobiła hałasu.
Wylądowała na zakurzonej podłodze. Wpatrywało się w nią siedem
albo osiem przerażonych par oczu. Ludzie była zakneblowani i związani.
Co za głupota, że nikt ich w
środku nie pilnuje! - pomyślała i wtedy usłyszała cichutki
wystrzał. Ułamki sekund później poczuła rwący ból w ramieniu.
No tak, pilnuje! Cholera!
Napastnik miał pistolet z tłumikiem, dzięki czemu reszta strażników
nie usłyszała niczego. Max szybko go pokonała, ale ból w
ramieniu nasilał się z każdym oddechem. Uwolniła ludzi i kazała
im znaleźć resztę. Aby jak najszybciej mieć za sobą najgorsze,
chwyciła broń strażnika porwanych i wybiegła na zewnątrz. Tam,
błyskawicznie, dwoma strzałami w głowy, unieszkodliwiła facetów,
którzy czatowali przy wejściu. Następnie powaliła jeszcze dwóch.
Kiedy skończył jej się magazynek, a i ból stawał się ni do
zniesienia, czuła, że słabnie, zdała sobie sprawę, że
uwolnieni ludzie pomogli jej i pokonali trzech pozostałych mężczyzn.
Max zdecydowała, że muszą oni uciekać, wskazała im auta, a sama
uciekła w las. Dotarła do motoru, wsiadła na niego i ruszyła.
Dwoiło jej się w oczach, z każdą chwilą traciła coraz więcej
sił. Wcześniej tego nie czuła, jednak teraz zdała sobie sprawę,
że dostała kulkę także w łydkę. To było za dużo jak na jej
drobne ciało. Mimo, że była genetycznie przystosowana do walki,
nie była odporna na kule.
Logan siedział na podłodze z głową opartą o biurko i
rozmyślał. Czy Max po akcji
wróci tutaj, czy przyjdzie dopiero jutro? Co z nią jest, przecież
to nie było trudne zadanie...
Nagle coś go tknęło, podszedł do drzwi i ujrzał... Max.
Leżała na podłodze, brudna od krwi i kurzu. Szeptała cichutko
"Logan, Logan..." i trzęsła się. Cale wziął ją na ręce i
zaniósł do łazienki. Zauważył, że jest poważnie ranna. Ostrożnie
położył ją na podłodze i zadzwonił po lekarza. Czekając na
jego przybycie, usiadł przy Max, położył jej głowę na swoich
kolanach i głaskał ją po włosach, twarzy.
- Jestem przy tobie.
Spokojnie, Maxie, jestem tu.
- Logan... Logan?
- Tak, to ja. Wszystko
będzie dobrze.
- Logan, ja...
- Cii, nic nie mów...
Zaraz będzie lekarz.
Patrzał na jej spokojną twarz, zastanawiając się, co chciała mu
powiedzieć. - Gdybym tylko miał więcej odwagi, powiedziałbym
ci... Wszystko bym ci powiedział, kochana... Ale się boję. -
zamknął oczy, starając się powstrzymać napływające łzy. Jak
mogłem tak długo się oszukiwać? Przecież każdy dzień bez niej
sprawia, że jestem wściekły, czepiam się i drę na wszystkich!
Każda chwila bez niej jest dla mnie stracona! Kiedy tylko wchodzi
do tego mieszkania, mam wrażenie, jakby całe pomieszczenie wypełniało
słońce. Jak długo tak jeszcze wytrzymam? Przecież ja... Ja ją...
kocham.
Wkrótce przyjechał lekarz z całą ekipą pielęgniarek i
innych specjalistów. Max nie mogła być przewieziona do szpitala,
bo jej tajemnica mogłaby wyjść na jaw. A do tego Logan nie mógł
dopuścić. Ona by mu nigdy nie wybaczyła. Wszystko poszło względnie
gładko i szybko, bez poważniejszych komplikacji.
Później Logan został sam z Max, dostawszy uprzednio
odpowiednie instrukcje od lekarza. Dziewczyna leżała na jego łóżku,
błogo nieświadoma walki, którą Logan toczył sam ze sobą. W końcu
stwierdził, że przecież musi jej pilnować i położył się obok
niej na samym brzegu łóżka. Dziewczyna oddychała spokojnie,
miarowo.
Max obudziła się. Obok niej stał stojak z kroplówką,
monitor, który pokazywał pracę jej serca. Gdzieś w głębi
mieszkania leciała jakaś spokojna muzyka. Z cichym westchnieniem
przeciągnęła się ostrożnie i wtedy ujrzała, że obok niej jest
Logan. Ogarnęło ją jakieś nieznane uczucie, dziwna niemoc. Mogła
tylko leżeć i patrzeć na niego jak śpi. Położył się tak, by
jej nie przeszkadzać, więc znajdował się na samym skraju łóżka.
Okulary spadły mu z jednego ucha i przekrzywiły się zabawnie. Nałożyła
je z powrotem, lekko muskając przy okazji jego ucho. Dziennikarz
westchnął przez sen. - Logan... gdybyś tylko wiedział, jak
bardzo nie jesteś mi obojętny... - wyszeptała niemal niedosłyszalnie.
Postanowiła nie czekać na następna szansę, tylko przysunęła się
do niego i wtuliła w jego ciepłą bluzę, zaplatając jego ręce
wokół siebie. Poczuła się bezpieczna jak nigdy dotąd. Z takim właśnie
uczuciem, usnęła z uśmiechem na twarzy.
Rankiem, kiedy Logan otworzył oczy, zobaczył przed sobą
włosy Max. Okazało się, że obejmuje ją ramionami. Szybko cofnął
ręce, obawiając się reakcji dziewczyny. Na
za dużo sobie pozwoliłeś, facet! - wyrzucał sobie.
Jednak w tejże chwili ona się obudziła i stwierdziła, że Logan
już jej nie trzyma. Zrobiło jej się zimno i pusto. Przewróciła
się na drugi bok i ujrzała jego przystojną twarz. Miał
zatroskana minę. Jednak w jego oczach ujrzała cos jeszcze...
Poczucie winy? Na jej widok uśmiechnął się niepewnie.
- Cześć. - szepnął
i odgarnął jej włosy. Max przytuliła policzek do jego dłoni.
- Cześć... Dlaczego
już mnie nie trzymasz?
- Wybacz, chyba mnie
poniosło w nocy. Ale nawet nie pamiętam, kiedy cię objąłem.
- Nic dziwnego. Bo to
ja to zrobiłam.
- Ty? Co zrobiłaś?
- Nooo... Przysunęłam
się i objęłam się twoimi rękami. - przyznała, czerwona jak
burak.
- Max... - głos mu się
załamał i tylko patrzał na nią. Oczy błyszczały mu niezwykłą
czułością, jednak nie był w stanie nic powiedzieć.
- Poczekaj, Logan...
Daj mi coś powiedzieć, zanim znów nie będę miała odwagi. - na
jej słowa Logan pokiwał potakująco głową. - Trudno przychodzi
mi wyrażanie emocji, bo Lydecker w Manticore zawsze powtarzał, że
emocje to nasz wróg. Ale teraz to dla mnie naprawdę nie jest ważne,
czy mnie to zabije, czy nie. Nie teraz...
- Max, nie mów tak!
- Obiecałeś! Posłuchaj...
nie obchodzi mnie, czy mnie to zabije czy nie, bo teraz mogłabym
umrzeć. Kiedy mnie obejmujesz, mogłabym umrzeć i byłabym szczęśliwa.
Nie znam lepszego sposobu na śmierć, niż spotkać ją będąc w
twoim uścisku. Logan, ja... Wybacz, jeżeli cię urażę, ale muszę
ci cos powiedzieć...
No tak - nie kocha
mnie. -
pomyślał w tej chwili.
Przepraszam, że cię
pokochałam...
- przeleciało Max przez głowę.
- Max, daj mi
najpierw coś wyznać.
- Nie, Logan. Daj skończyć,
proszę - wzięła głęboki oddech. - Teraz albo nigdy. Wiem, że
już nigdy nie będziemy tak blisko siebie, nigdy nie będziemy leżeć
koło siebie na jednym łóżku...
- Jeżeli ty nie będziesz
chciała. - odparł smutno, godząc się ze swoją interpretacją
jej słów.
- Czego mam nie chcieć?
Logan, ja... Ja tak bardzo chcę się budzić codziennie koło
ciebie! Tak bardzo chcę zasypiać tak, jak tej nocy! Chcę cię
widzieć codziennie przez cały dzień! - wybuchła Max.
- A myślisz, że ja
czego chcę?!
- Nie wiem... - podniosła
się. - Żebym przestała cię dręczyć? Żebym sobie poszła?
Przecież ty masz swoje życie...
- Nie, chcę czegoś
zupełnie innego.
- Chcesz mieć normalną
kobietę, taką jak ty! Po co ci taka genetyczna mutantka, która
kocha cię tak bardzo, że każda chwila bez ciebie jest dla niej
straconym czasem, wieczną torturą?
- A po co tobie -
doskonałej dziewczynie - taki kaleka jak ja? Co z tego, że kocham
cię do szaleństwa? Ty potrzebujesz kogoś, kto jest ciebie wart! -
krzyknął, jakby nie słyszał tego, co ona przed chwilą mu
powiedziała.
- Logan... Przed chwilą
powiedziałam ci, że cię kocham! Kocham cię, dociera to do
ciebie? Nie jesteś żadnym kaleką! Czy zdajesz sobie sprawę z
tego, że nie liczy się dla mnie to, jak wyglądasz, ale to, czy ty
też mnie kochasz?
Zdawało się, jakby oboje nie słyszeli swoich słów. Jakby nie
docierało do nich to magiczne "kocham cię", które oboje
wypowiedzieli przed chwilą do siebie. Patrzyli na siebie z
niedowierzaniem pomieszanym ze szczęściem.
- Och, Max! - Logan
pierwszy "oprzytomniał". - kocham cię tak bardzo i sam już
nie wiem od jak dawna...
- Ja też przestałam
liczyć dni. Przestałam też liczyć zmarnowane szanse na wyznanie
ci tego.
Logan objął ją mocno. Max nie czuła w ogóle bólu po nocnej
eskapadzie. Wypełniało ją poczucie szczęścia, wręcz musowało
w niej. Wtuliła się w niego, objąwszy go mocno ramionami i wplotła
palce w jego włosy.
Odsunął się delikatnie od niej. Co znowu? Czy too był żart z tym wyznaniem? - przeraziła się Max.
Nie, to nie był żart. Logan ujął jej twarz w swoje dłonie z
niezwykłą delikatnością, długo patrzał na nią, jakby chciał
zapamiętać na zawsze jej twarz, po czym ja pocałował, chcąc dać
jej wyraz swojego uczucia.
Tak ich też zastał Bling - uśmiechniętych, objętych i wymieniających
pocałunki.
- No co tak patrzysz,
Bling? - zaśmiała się Max, napotkawszy jego wzrok. - czekałam
wystarczająco dużo czasu, aby dowiedzieć się, że on odwzajemnia
moje uczucia...
- A ja to co? - zawołał
z podłogi Logan. - Ja to niby nie czekałem, co?
- Kilka minut was nie
zbawi. - zaśmiał się Murzyn. - A ty, amancie, musisz ćwiczyć,
żebyś potem mógł długo...
- BLING! - fuknął
Logan.
- No co? Chciałem
powiedzieć - mógł długo CHODZIĆ. A ty co sobie znowu pomyślałeś?
Wiesz, Max, uważaj na niego. - dziewczyna i dziennikarz spojrzeli
na trenera pytająco. - Logan ma zadziwiającą zdolność błędnego
interpretowania czyichś słów... Zwłaszcza, jeśli chodzi o miłość...
- Bling, ty cos knułeś...
- Max spojrzała na niego spode łba.
- Ja? Gdzieżby tam! Ja
od początku wiedziałem, że jesteście dla siebie stworzeni, więc
nie musiałem nic robić. - zaśmiał się dobrodusznie.
- No tak... Natura
zrobiła, co chciała. Guzik ją obchodzą zasady, bezpieczeństwo,
plany Lydeckera, nasz przyrzeczenia - i tak dopnie swego. -
podsumowała Max, siadając koło Logana na podłodze.
- Zaraz wracam, idę po
twój sprzęt, Herkulesie. - rzekł Bling i z uśmiechem zniknął w
przedpokoju.
- Jesteś
wspaniały, Logan... - szepnęła Max.
- Dzięki tobie. -
odparł, patrząc z zachwytem na nią, ubraną w jego koszulę i
pachnącą jego szamponem.
- Wiesz, co? Ty też
jesteś złodziejem.
- A to dlaczego?
- Bo ukradłeś moje
serce! - roześmiała się.
- Nawet nie licz, że
ci je oddam! - odparł i przyciągnął ją do siebie.
- A o
to się akurat nie będę martwić... - wymruczała mu w ucho, gdyż
wszedł Bling.
|